W drogę, czyli transport publiczny w Japonii

Do Kraju Kwitnącej Wiśni najłatwiej dostać się oczywiście samolotem. Załóżmy jednak, że już tam jesteśmy… Co teraz? Przecież warte odwiedzenia miejsca rozrzucone są po całym kraju! Jak się do nich dostać, aby po drodze nie zbankrutować? W naszym japońskim przewodniku nadszedł czas na rozdział o transporcie publicznym!

RODZAJE ŚRODKÓW TRANSPORTU

Myśleliście, że PKP składa się ze zbyt wielu spółek? Japońskie koleje także nie należą do prostych! Korzystając z ich usług mamy do wyboru wiele wariantów podróży, od shinkansenu (najszybszy i najwygodniejszy, ale także najdroższy) przez linie pośpieszne, aż do zwykłych kolejek w rodzaju pnącego się po górach Hakone Tozan Railway, oferującego tanie przejazdy na krótkich odległościach. Poza pociągami mamy jeszcze oczywiście gęstą sieć autobusową (choć z powodu korków mniej niezawodną niż pociągi) i metro w każdym większym mieście. Dla wygodnickich do wyboru są jeszcze taksówki (niemal wyłącznie w czarnym kolorze), ale ze względów finansowych nie polecamy ich uczniom ani studentom… 😉

Shinkansen

Shinkansen na stacji w Osace (źródło: Julita Nyga)

JAK KUPIĆ BILET?

Na każdej, nawet najmniejszej stacyjce bez problemu znajdziemy automat biletowy z opcją menu w języku angielskim. Pobraną karteczkę wkładamy w specjalny otwór w bramkach na stacji przy wejściu, a potem przy wyjściu i … żegnamy się z nim na zawsze. Bramki wyjściowe „pochłaniają” nasze bilety, nie ma więc mowy o pamiątkowej kolekcji 😉 Wygodniejszą opcją jest imienna karta SUICA, na którą najpierw ładujemy określoną ilość płatnych impulsów, by potem przy wyżej wspomnianych bramkach płacić jedynie przez przyłożenie karty do czytnika. Uwaga, karty są na tyle wrażliwe, że nie trzeba nawet wyciągać ich z portfela, by zostały „odczytane”! SUICA także może być doładowana w większości automatów czy sklepów typu convenient store.

SUICA

Karta SUICA należąca od niedawna do autorki (źródło: Julita Nyga)

AUTOBUS – NIBY TAK SAMO, A JEDNAK…

Japońskie autobusy także wyposażone są w „bramki” biletowe i czytniki kart. W przypadku biletu obsługa nieco różni się jednak od „standardów” kolejowych. Przy wejściu do pojazdu pobieramy karteczkę, która nie jest biletem, a jedynie informacją, na którym z kolei przystanku wsiedliśmy. Nad kierowcą zawieszona jest specjalna tablica, informująca o tym, ile do zapłacenia mają pasażerowie wsiadający na poszczególnych postojach (taryfy oczywiście rosną w miarę trwania podróży). Przy wysiadaniu wrzucamy naszą karteczkę do specjalnej maszyny, która pokazuje, ile powinniśmy zapłacić. Pieniądze wrzucamy do kolejnej dziurki. UWAGA – te automaty nie wydają reszty, trzeba więc przygotować sobie drobne lub… Rozmienić większą kwotę (do 1000 jenów) w kolejnej, zamontowanej obok maszynce. Ufff, chyba prościej używać tej karty… Na szczęście kierowca (trudno uwierzyć, że gdzieś między tymi maszynami mieści się jeszcze człowiek!) zwykle jest bardzo chętny do pomocy. Do tego ma na swoim wyposażeniu mikrofon, przez który głośno informuje, jaka stacja będzie następna (by pasażerowie mogli nacisnąć przycisk „WYSIADAM”). Może też podpowiedzieć strapionym gaikokujinom (obcokrajowcom), która linią najlepiej jechać – sprawdzone na własnej skórze 😉

DROGA PRZYJEMNOŚĆ

Niestety, japoński transport jest drogi. Na dodatek nieznane są tutaj udogodnienia w rodzaju zniżki studenckiej (jedyny rabat obejmuje dzieci najwyżej do wieku gimnazjalnego), więc godzinna podróż pociągiem potrafi kosztować nawet trzy razy tyle, co w Polsce. Na pocieszenie możemy dodać, że pociągi absolutnie nigdy się nie spóźniają i są zawsze czyste, a obsługa przemiła (w poprzednim wpisie z naszego cyklu wspominaliśmy o kłaniających się konduktorach). Może więc warto czasem zapłacić więcej…?

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany