Gdzie tuńczyki mają głowy większe niż Twoja, czyli targ Tsukiji!

Gdy słyszymy hasło „japońskie jedzenie” większości z nas przychodzą zapewne na myśl niezliczone gatunki ryb, krewetki, ośmiornice, małże… Krótko mówiąc, wszelkie znane człowiekowi owoce morza. I nie ma w tym skojarzeniu nic mylnego, ponieważ kuchnia Kraju Kwitnącej Wiśni słynie z różnorodnych dań komponowanych z wymienionych wyżej  (i wielu, wielu innych) składników. Jeżeli jednak chcemy przyjrzeć się dokładniej temu, co później wyląduje na stołach w naszych domach/restauracjach, do których pójdziemy, najlepszym wyjściem są odwiedziny na tokijskim targu rybnym Tsukiji!

TsukijiRzut oka na jedną z alejek targu (fot. Julita Nyga)

Tsukiji (jap. 築地市場、wym. Tsukiji shijō) uchodzi za największy targ rybny na świecie. Usytuowany niedaleko tokijskiej dzielnicy Ginza (najprościej dojechać do niego metrem, wysiadając na stacji Tsukiji lub Tsukiji Shijō), w ostatnich latach zyskał taką popularność jako atrakcja turystyczna, że liczba zwiedzających dorównuje niemal liczbie kupujących (a kto wie, może czasem nawet ją przewyższa). Niestety, oblężenie targu jest niemałym utrapieniem dla handlarzy, dlatego jeśli już zapragniemy pozwiedzać, należy pamiętać o podstawowej etykiecie: nie zabierać ze sobą dużych, utrudniających ruch bagaży, nie przyprowadzać zwierząt, nie przychodzić w sandałach lub innych odkrytych butach (to akurat bardzo mądra rada – podczas całego spaceru po targu brodziłam w wodzie), trzymać się z daleka od stref zamkniętych dla turystów (na samym początku zapewne dostaniemy mapę z zaznaczonymi terenami, które można zwiedzać), uważać na wszechobecne wózki do transportu produktów i – przede wszystkim – NIE PRZESZKADZAĆ handlarzom w pracy!

TuńczykChłopcy zapewne nie podeszliby tak blisko, gdyby tuńczyk nadal miał resztę ciała 😉 (fot. Julita Nyga)

Największą „atrakcją” targu jest aukcja olbrzymich tuńczyków, zaczynająca się codziennie przed świtem. By umożliwić jej w miarę swobodny przebieg, liczbę turystów mogących przyjrzeć się wszystkiemu z boku ograniczono do 120 osób dziennie, wchodzących w dwóch „turach”. Choć wstęp jest bezpłatny, wcześniej należy uzyskać specjalne pozwolenie w biurze (Osakana Fukyu Center – dosłownie „Centrum Promocji i Popularyzacji Ryb” ;)), znajdującym się przy jednej z bram (Kachidoki – mon), nie mówiąc już o konieczności zerwania się z łóżka w środku nocy i dojazdu na targ na własną rękę, gdyż aukcja zaczyna się o piątej rano, zanim zacznie kursować tokijskie metro.

IMG_1635Wieloryba sprzedam tanio! (fot. Julita Nyga)

Nawet jeżeli nie uda nam się dostać na aukcję, pozostaje podziwianie zakupionych już tuńczyków i innych morskich stworzeń, wyeksponowanych na straganach (nie musimy też być aż tak strasznymi rannymi ptaszkami, by mieć taką możliwość – większa część targu otwiera swoje podwoje dla turystów o dziewiątej rano, we wszystkie dni z wyjątkiem niedziel i świąt narodowych, oraz czasami śród). Oczywiście, na patrzeniu się nie skończy! Nawet jeżeli nie mamy odwagi samemu zakupić ośmiornicy lub krewetek do przyrządzenia w domu, warto zatrzymać się w którejś z małych restauracyjek usytuowanych tuż obok targu i oferujących sushi z najświeższych składników, bądź tez złapać pękate, ręcznie lepione onigiri (kulka ryżu z nadzieniem, często rybnym, zawinięta w wodorosty) od przemiłych starszych pań – sklepikarek i ruszać dalej turystycznym szlakiem po Tokio!

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany