Moda na tytana. O fenomenie mangi Shingeki no Kyojin

To jeden z tytułów, którego nie trzeba przedstawiać żadnemu polskiemu otaku. Jeśli jednak trafił tu ktoś nowy, to już śpieszę z tłumaczeniem. Shingeki to anime opowiadające o walce ludzi z tytanami. Nie ma tu miejsca na cudowne uzdrowienia jak w Bleachu, czy zmartwychwstania niczym w Dragon Ballu. Tutaj ludzie jeden po drugim giną w paszczy gigantów. W takim okrutnym świecie żyje trójka przyjaciół Eren, Mikasa i Armin. Ich marzeniem jest dołączyć do Zwiadowców i walczyć w obronie ludzkości. Choć anime różni się konceptem i zachowaniami bohaterów od innych popularnych serii, to szybko zyskało rzeszę fanów nie tylko w Japonii, ale na całym świecie.

A wszystko zaczęło się od…

Skąd w ogóle wziął się pomysł? Pewnego dnia Isayama Hajime (autor mangi) pracując w kafejce internetowej, wdał się w „rozmowę” z pijanym mężczyzną. Za nic nie mógł jednak go zrozumieć. Cała ta sytuacja dała mu do myślenia. Pomimo, iż oboje byli ludźmi, mówiącymi w tym samym języku, nie udało im się dogadać. Doszedł do wniosku, iż tym, co jest najbardziej znane i przerażające na tym świecie jest właśnie ludzkość. To pozornie zwykłe wydarzenie miało niemały wpływ na kształt „Shingeki no kyojin”.

Na fali popularności

10271585626_fe6122e6ea_zFigurka Mikasy (źródło: flickr, Vincent Ng)

Popularność w Japonii szybko przerodziła się wręcz w obsesję. Sklepy oferujące gadżety związane z mangą i anime zostały zasypane ogromem produktów powiązanych z serią, począwszy od zeszytów, breloków, skończywszy na rajstopach przypominających… nogi tytanów. Wszystkie gadżety znikały jak świeże bułeczki tak, iż wręcz niemożliwym było (dla zwykłego śmiertelnika) dostać cokolwiek z wizerunkiem najpopularniejszych postaci.

Strony takie jak DeviantART czy Pixiv wręcz toną w ilości fan artów, a na YouTube nie brak lepszych i gorszych parodii związanych z „Shingeki no Kyojin”. Nie mogło również zabraknąć tzw. meme, uwielbianych przez użytkowników internetu. Upodobali oni sobie pewien panel z czternastego rozdziału, na którym Jean Kirschtein, w odpowiedzi na przemowę Erena, z przesadzoną ekspresją na twarzy mówi: „What is it, Eren?”. Mem szybko zyskał popularność prowadząc do utworzenia osobnego bloga. Cóż, internet potrafi być okrutny! Zainteresowanych odsyłam pod ten link.

Wyobraźnia nie ma granic

Na tym jednak nie koniec. Już wiadomo, iż powstanie film kinowy oparty o mangę. Obsada wciąż nie jest znana, lecz fani z niecierpliwością śledzą każdą, nawet najmniejszą informację. Co więcej, autor mangi w jednym z wywiadów stwierdził, iż popularność tytułu przerosła jego oczekiwania do tego stopnia, iż postanowił jeszcze raz przemyśleć zakończenie historii.

Na koniec warto wspomnieć o wymyśle japońskich fanów – „Shingeki no Kyojin gokko”, czyli zdjęciach, które robione są z takiej perspektywy, by osoba na pierwszym planie mogła wcielić się w tytana pożerającego kolegów i koleżanki z klasy…

Ikona wpisu (fot. flickr.com, Antonio Tajuelo)

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany